Mój długopis okazał się krótkopisem i się wypisał. Chociaż i tak długo służył – ale to pewnie dlatego, że w epoce elektronicznej zbyt wiele do pisania nie miał. Czas na nowy. Ponieważ długopis jest długopisem-celebrytem i występuje czasem na antenie , nie może być żółtą jednorazówką typu Bic, ani srebrnym super-Parkerem (zaraz zgubię), pozostaje średnia półka między plastikowym obciachem i metalową hiperelegancją piśmienniczą. Szukam.
Pamiętają Państwo tę scenę z serialu „Alternatywy 4”, gdy inżynier w ciepłowni udowadnia dyrektorowi, że ogrzewanie mieszkań to 150% strat energii? Na co dyrektor podejmuje jedynie słuszną decyzję: wyłączyć! Wyłączyć natychmiast! Czy nie przypomina się w tym miejscu rozmowa szefa Gazpromu z premierem Putinem? Przypomina – to mało powiedziane. Była identyczna.
Od początku izraelskiej akcji zbrojnej w Strefie Gazy dziennikarze, politycy czy organizacje humanitarne stawiają Izraelowi szereg pytań dotyczących działań armii państwa żydowskiego. I słusznie.
Ten czas między Świętami a Nowym Rokiem i chwilę po każdy wykorzystał jak mógł. Na nartach, rautach, spotkaniach, wizytach. Przy stołach i w parku. Każdemu wolno. I to jest piękne. Czasami na wspomnieniach. Jak ja. Znowu trafiłem do Mojego Miasteczka. Dwie znajome wieże z daleka połyskują w słońcu. Piękne, takie majestatyczne. Potężne i tak bardzo moje. Znajome. Z daleka sygnalizują, że już jest blisko, że jeszcze tylko chwila i będzie. Moje Miasteczko. Tylko czy jeszcze moje?
Sylwester i Boże Narodzenie mają swój urok w zakładach pracy ciągłej. Ot – na przykład w telewizji. Jak jest w elektrowni, policji, czy na pogotowiu – nie wiem, ale być może trochę podobnie.
Obcuje z duszą, choć nigdy nie był specjalnie czuły. Nie tkał sieci. Raczej rwał, niż stawał i nasłuchiwał.
Kończy się ten rok. I dobrze. Jaki był – każdy wie. Niestety nie da się go zapomnieć.
Piłsudski był wściekły, gdy dowiedział się o ustaleniach z Locarno w 1925 r. Niewykluczone, że porażka polskiej dyplomacji na konferencji w malowniczym szwajcarskim mieście była jedną z praprzyczyn przewrotu majowego.
Przedświąteczny zgiełk, osiedlowy trawnik na rogu chwilowo zamienił się w punkt sprzedaży choinek, czyli pełen błota po kostki plac, po którym uwija się dwóch sprzedawców.
Oto kilka zdjęć z Czadu. Stacjonuje tam polskie wojsko. I żyją ludzie. Tacy jak my. Tylko nie mają życia jak my. Uchodźcy z Darfuru.
Ciekawe, o czym to będzie, co? Oczywiście będzie o TVP. Szczerze współczuję kolegom dziennikarzom z Woronicza i Placu Powstańców – bo w zasadzie, to jak tu się zachować? Jak przyjąć faks „Czuj się odwołany”? Czuć się odwołanym czy trwać?
Bardzo lubię dodatek „Duży Format” Gazety Wyborczej. Mają tam fantastycznych autorów i pasjonujące reportaże. Prawdziwe prasowe teksty w starym, dobrym stylu. Ostatnio reporterzy DF zajmują się jedną z czołowych postaci polskiej historii. Poniżej kilka cytatów wyrwanych z kontekstu.
Groza przeplatana nadzieją i wielką dumą. Takie uczucia towarzyszą lekturze teki edukacyjnej IPN na temat Polaków ratujących żydowskich sąsiadów podczas wojny. Za najmniejszą, najdrobniejszą pomoc dla skazanych na śmierć Żydów za urodzenie się Żydami Polakom groziła śmierć. Często z rąk niemieckich nazistów ginęły całe polskie rodziny ratujące żydowskie rodziny lub pojedyncze osoby. Nareszcie po kilkudziesięciu latach – zwłaszcza po okresie zakłamania komunistycznego...
Kryzys w Europie, kryzys na giełdzie, kryzys na rynkach finansowych. I dalej; Kryzys ciągnie w dół amerykańską gospodarkę, w USA dramat!!! Można by jeszcze tak wymieniać i wymieniać. Ale zostawmy te wielkie finanse specjalistom i analitykom. Pytanie jak ten kryzys odczuwa przeciętny mieszkaniec Ameryki?
Jak nie urok, to przemarsz wojsk. Jak nie zamarznie samolot, to odwołają spotkanie. Azjatycka podróż prezydenta liczbą wtop i wpadek zaczyna doganiać andyjską ekskursję premiera.
Łaskawy los rzucił mnie w sobotę do Krakowa, gdzie w swej łasce obdarował mnie jeszcze nominacją w konkursie nagród studentów dziennikarstwa MediaTory. Na tym łaskawość losu się skończyła, bo nagrody już nie dał. Co tam – ale za to mogłem po kilku latach odwiedzić znów Kraków i pozgrzytać zębami. Z zazdrości oczywiście.
Pal sześć, że w niedzielę program mi spadł z ramówki. Wiadomo, Wydanie Specjalne ma swoje prawa i zmiata wszystkie inne pozycje, także Publiczną TV. Trudno. Człowiek się narobił, przygotował program i nic – no ale jak strzelają do prezydenta, to czemu się dziwić.
Pacyfizm jest wpisany w codzienność dzisiejszej RFN. Rozmawiając z Niemcami można często wyczuć pewien dystans do wojska i wojskowości w ogóle. Od lat trwałym elementem polityki niemieckiej są hasła likwidacji Bundeswehry czy promowania dyplomacji jako przeciwwagi dla działań zbrojnych. Często ten powszechny pacyfizm stawał się powodem irytacji sojuszników Niemiec. Dlatego powojenna RFN podjęła najpierw próbę zintegrowania sił zbrojnych z NATO, zaś po zjednoczeniu Niemcy...
Gdzie są chłopcy? Chłopcy i dziewczęta z tamtych lat? Z Samoobrony? Widok Przewodniczącego, który na cały dzień znowu zawładnął anteną TVN24 skłania do poszukiwań kiedyś nieodłącznej świty. Co robi Andrzej Lepper – z grubsza wiadomo. Organizuje nieudane protesty i tłumaczy się przed komisją śledczą z byłych dokonań. Co robi Stanisław Łyżwiński – też wiadomo. A inni?
Nareszcie.. Już się stęskniłem za tym całym politycznym show. Po tych nudnawych przesłuchaniach w końcu COŚ. Są emocje, te charakterystyczne uszczypliwości, pytania i odpowiedzi mające sprowokować drugą stronę. Mowa o dzisiejszej „komisji naciskowej” i przesłuchaniu byłego szefa MSWiA Janusza Kaczmarka. Ale tak naprawdę ten komisyjny spektakl dopiero się rozpoczął. Bo przecież jak tu spodziewać się nudnego przesłuchania Andrzeja Leppera czy Zbigniewa Ziobro. Emocje...
Rękawiczki, pretensjonalny głos i język, którym nikt normalny nie mówi. Kto to? Przedstawiciel wyższej klasy. Przynajmniej według Multibanku.
To podobno wcale nie odkrywcza teoria, bo – jak się właśnie dowiedziałem – od jakiegoś czasu lansuje ją „Krytyka Polityczna”. Nie wiem, nie czytałem. Wiem jednak, że Amerykanie wybrali właśnie Tuska.
Wsiadłem, i oniemiałem. Linii do dziś nie jestem pewien.
Reklamowy wyświetlacz na sklepie z artykułami ogrodniczymi powtarza monotonnie: "Piła:155$", "Kosiarki w promocji", "Nawóz 29,99$", "Sarah, do boju!". Co takiego? Jaka znowu Sarah? Sarah Palin oczywiście - witamy w Wasilli.
Jeżeli na ulicy chodzi łoś, to prawdopodobnie jesteś na Alasce. Jeżeli dodatkowo jest minus dwadzieścia, to prawdopodoieństwo, że jesteś na Alasce znacznie wzrasta. Jeżeli jeszcze z każdego samochodu osobowego sterczy kabel zakończony wtyczką do kontaktu, to na sto procent jesteś na Alasce.
Książki są ponoć siedliskiem kurzu, a czytanie psuje oczy. A jednak… Uwielbiam nie tylko czytać, ale po prostu patrzeć na rzędy okładek, przesuwać po nich ręką, wyszukiwać interesujące tytuły i autorów, czuć zapach świeżego druku. To zapach obietnicy, który zabieram z księgarni do domu.
Był taki film dokumentalny "Arizona" o świecie popegeerowskich wsi, gdzie jedyną atrakcją wśród wszechogarniającej beznadziei jest właśnie tytułowa Arizona - tanie wino popijane litrami. W Holbrook na amerykańskiej prerii nie ma - co prawda - taniego wina, ale za to beznadziei nie brakuje, no i Arizona też jest. Jako stan, w którym owo Holbrook się mieści.
Zawsze chciałem poznać Amerykę od kuchni. Właśnie nie tę świecącą neonami Vegas, strzelającą w niebo Manhattanem i pławiącą się na Hawajach, ale tę prawdziwą, gdzieś między saloonem Teksasu, polami Oklahomy i skałami w Arizonie. No to ją mam. I na tym poezja w tym opisie się kończy.
No dobrze, chwilę mnie nie było. Przepraszam, ale człowiek był zabiegany, a właściwie zalatany - ledwo co wylądował po wakacjach, już musiał się zbierać na kolejny wylot służbowy, a tu w dodatku tyle obowiązków - krótko mówiąc, czasu nie było. No ale teraz czas już jest, bo jak się siedzi 10 tys metrów nad ziemią w dziesięciogodzinnym locie, to na wiele rzeczy można narzekać, ale na pewno nie na brak czasu. A, zapomniałbym, to Lot Numer Jeden.